Kamperowa podróż po "Ścianie wschodniej" część I

Fotorelacje z podróży po Polsce
Regulamin forum
Wykorzystywanie, powielanie i kopiowanie treści autorskich - tekstów, zdjęć z Forum KBP - Karawanier bez zgody Autora i Administratora Forum, jest zabronione.
© 2012-2018 KBP Karawanier.

Proszę zamieszczać swoje relacje te karawaningowe i te innymi środkami transportu.
Z racji ograniczonej pojemności serwera, prosiłbym o wklejanie w relacje linków do zdjęć, a nie samych fotek.
Awatar użytkownika
Irel
Regionalista
Posty: 1891
Rejestracja: 04 gru 2012, 15:25
Lokalizacja: Jura Północna
Kontakt:

Kamperowa podróż po "Ścianie wschodniej" część I

Post autor: Irel » 11 sie 2018, 12:51

Swoją podróż rozpoczęliśmy w piątkowy wieczór, z założeniem, że po pokonaniu 600km i krótkim odpoczynku, od rana zaczniemy realizować zaplanowany program zwiedzania. Do Warszawy dojechaliśmy bez przygód, ale już w samym mieście i po wyjeździe z niego zaczęły się problemy. Nagle wskazówka temperatury cieczy chłodzącej zaczęła stopniowo przesuwać się na 100º C, 110º C, aby zatrzymać się na 130º C. Jednocześnie zapaliła się czerwona kontrolka sygnalizująca przegrzanie silnika. Nie pozostało nic innego niż zatrzymać się i sprawdzić, w jakim stanie jest silnik. Okazało się, że silnik wcale nie jest gorący. Ciecz chłodząca nie zagotowała się, ani nie została wyrzucona ze zbiornika wyrównawczego. Po krótkim postoju i schłodzeniu silnika, kontynuowałem podróż, zwracając jednak uwagę na to, aby wskazówka temperatury cieczy chłodzącej nie przekraczała 100º C. Około 4 nad ranem, dowlekliśmy się Łomży, gdzie zdecydowałem się zatrzymać, ponieważ wskazówka temperatury cieczy chłodzącej przekroczyła 130º C i zatrzymała się na ograniczniku. Przespaliśmy się nieco, co z uwagi na okoliczności, nie było normalnym odpoczynkiem, aby zaraz rano poszukać jakiegoś warsztatu samochodowego. Gdy po kilkugodzinnym postoju uruchomiłem zapłon, wskazówka temperatury od razu zaczęła wskazywać 130º C, mimo że silnik był całkowicie zimny. W najbliższym warsztacie uprzejmi panowie zdiagnozowali usterkę, jako awarię czujnika wskaźnika temperatury. Niestety nie mogli zamontować nowego czujnika, gdyż w żadnej z łomżyńskich hurtowni nie mieli takiej części. Czujnik tego typu działa na zasadzie oporności ( im większy opór układu elektrycznego, tym wskazówka wychyla się bardziej), dlatego aby podczas dalszej podróży oszczędzić mi stresu, panowie mechanicy spryskali konektory w kostce elektrycznej sprejem poprawiającym przewodność. Ta prosta czynność spowodowała, że czujnik się uspokoił, co pozwoliło mi kontynuować naszą podróż.
Pierwszym etapem były Stańczyki (54°17'44.9"N 22°39'19.7"E), mała, wręcz mikroskopijna wieś w województwie Warmińsko-Mazurskim. Miejsce to jest znane z tego, że znajdują się tu gigantyczne wiadukty o długości 180 m, wysokości do 36, 5 m, zaliczane do najbardziej imponujących zabytków architektury kolejowej w naszym kraju. Powstały, aby umożliwić przekroczenie rzeki Błędzianki. Pierwszy most – południowy powstał w okresie 1912 – 1917, drugi – północny został oddany do użytku w roku 1918. Koncepcja budowy mostów podwójnych (Doppelbrücke), zrodziła się po doświadczeniach I wojny, gdyż podwójne budowle były trudniejsze do zniszczenia przez saperów i coraz groźniejsze lotnictwo.
Wiadukty służyły pierwotnie przewozom osobowym na linii kolejowej Gołdap – Żytkiejmy. Na trasie kursowały też pociągi towarowe przewożące głównie drewno z okolicznych lasów, a w latach 40. XX wieku również kamienie m.in. do budowy kwatery Hitlera Wilczy Szaniec w Gierłoży. Linia została rozebrana przez oddziały trofiejne Armii Czerwonej w 1945 r.

Wiadukty w Stańczykach

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widok z wiaduktu na parking (bezpłatny)

Obrazek

Tuż przy wiaduktach jest trawiaste pole biwakowe i widziałem stojącego na nim kampera, ale nie wiem jakie na nim są wygody i ile trzeba zapłacić za pobyt.
Po Stańczykach przyszła kolej na siedlisko młyńskie Turtul (54°13'17,538"N 22°48'38,040"E) przysiółek wsi Malesowizna, siedzibę Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Nazwa miejsca ma pochodzić od nazwiska młynarza, ale całkiem jest możliwe, że pochodzi od stuku młyńskiego koła. Młyn murowany, był czynny do 1963 roku. Obecnie zachowała się jego część gospodarcza z domem mieszkalnym, zbudowanym z cegły w 1933 roku. Całość tego obiektu zajmuje Zarząd Suwalskiego Parku Krajobrazowego.
Z młyna zaś pozostały jedynie ruiny murów, a przed nimi grobla i stawidło młyńskie - spiętrzające wody Czarnej Hańczy. Kampera postawiłem na niewielkim (darmowym) parkingu przed zabudowaniami Parku Krajobrazowego. W tygodniu idealne, spokojne i bezpieczne miejsce na postój. W dni wolne jest nieco gorzej, z uwagi na większy ruch samochodów i ludzi, odwiedzających ścieżki edukacyjne parku krajobrazowego.

Turtul - miejsce naszego postoju

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeziorko młyńskie powstałe w wyniku spiętrzenia wód rzeki Czarna Hańcza

Obrazek

Farma wiatrakowa widziana ze wzgórza górującego nad przysiółkiem Turtul

Obrazek

Przy parkingu znajduje się bardzo czysta Toy-Toy –ka, a pracownicy Parku Krajobrazowego w czasie jego pracy ( godz. 9ºº- 17ºº) umożliwiają uzupełnienie wody pitnej w zbiorniku.
Po smacznie przespanej nocy, niedzielnym rankiem, korzystając z zakupionych mapek (za 1.00 PLN otrzymałem 3 szt. mapek z trasami rowerowymi) wybraliśmy się na rowerową przejażdżkę wokół jeziora Hańcza. Wg mapki powinniśmy przejechać około 20 km średnio trudnej trasy. Pierwszym wyzwaniem było wspięcie się na wzniesienie górujące nad młyńskim jeziorkiem.

Obrazek

Później już było łatwiej. Chociaż skłamałbym mówiąc, że było łatwo. W pierwszej kolejności odwiedziliśmy Bachanowo ze znajdującym się tam głazowiskiem.

Obrazek

Obrazek

Oczywiście zajrzeliśmy też na kąpielisko urządzone w Bachanowie nad jeziorem Hańcza.

Obrazek

Obrazek

A to jest korek, który zatrzymuje wodę w jeziorze, podobnie jak korek w wannie. :hahaha1: :haha: :hahaha1: :haha:

Obrazek

W centrum Suwalszczyzny natrafiłem na miasto portowe Litwy

Obrazek

Odwiedziliśmy też molennę Staroobrzędowców w Wodziłkach z IXXw
Staroobrzędowcy nazywani też starowiercami, raskolnikami lub filiponami są odłamem prawosławia. Nie pogodzili się z reformami religijnymi patriarchy Nikona i pozostali przy dawnych obrzędach. Do Polski przybyli uciekając przed prześladowaniami, które spotkały ich w carskiej Rosji. Dziś molenna ta nadal służy jako miejsce modlitwy kilku rodzinom staroobrzędowców, ale na co dzień wnętrze jest zamknięte dla zwiedzających.

Obrazek

Przyjemna atmosfera rowerowej przejażdżki, zakończyła się dla mnie z chwilą, gdy oznajmiłem mojej lepszej połowie, że pomyliłem nieco trasę i zamiast 20 km, musimy przejechać kilometrów 50. Moja pomyłka stała się trochę mniejsza, gdy okazało się, że dzięki niej mogliśmy zakupić w jednym z gospodarstw bardzo smaczne podlaskie sery podpuszczkowe o różnych smakach.. Po przyjeździe do „bazy” zjedliśmy późny obiad, a po sklarowaniu kampera i uzupełnieniu niezbędnych mu „płynów ustrojowych”, udaliśmy się na zasłużony odpoczynek, aby z nowym zasobem sił kontynuować naszą podroż.

Ciąg dalszy nastąpi (oczywiście gdy znajdę chwilę czasu aby kontynuować relację).
Kiedy szereg uzurpacji zdradza zamiar wprowadzenia władzy despotycznej, to słusznym jest odrzucenie takiego rządu.1776r Deklaracja Niepodległości

Jacek Kulałka
Forumowicz
Posty: 409
Rejestracja: 12 maja 2013, 13:38
Lokalizacja: Podwawa

Re: Kamperowa podróż po "Ścianie wschodniej" część I

Post autor: Jacek Kulałka » 11 sie 2018, 22:38

Znajdź chwilkę, znajdź. :)
„Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy”

Awatar użytkownika
Sławcio
Karawanier
Posty: 3529
Rejestracja: 03 gru 2012, 09:44
Lokalizacja: Mazowsze
Kontakt:

Re: Kamperowa podróż po "Ścianie wschodniej" część I

Post autor: Sławcio » 01 wrz 2018, 14:22

Brawo Irek.
:hurra:
Pozdrawiam Sławek
Nie mam już Viaderka. Mam za to inną Devilną Hondę. :D

ODPOWIEDZ

Wróć do „POLSKA - relacje”