Budniki to nieistniejąca już miejscowość, gdzie słońce nie zaglądało przez 113 dni w roku. Po tętniącej życiem osadzie została tylko polana oraz punkt widokowy na północnych stokach Kowarskiego Grzbietu. Ta górska osada powstała w okresie wojny trzydziestoletniej(1618-1648), gdy uciekająca przed mordami i grabieżami, ludność Kotliny Jeleniogórskiej szukała schronienia wysoko w karkonoskich lasach. Ponieważ działania zbrojnie trwały cała lata, uciekinierzy zakładali w górach tymczasowe osady, z których część przekształciła się z czasem w stałe siedziby. Tak właśnie powstały Budniki, których pierwotna ludność pochodziła najprawdopodobniej z Kowar i ich okolic.
Ludność tej osady utrzymywała się przez wieki z hodowli bydła i wyrobu serów oraz wyrębu lasów. Nieobce im było na pewno kłusownictwo i przemyt, który rozkwitł tu po tym, jak Prusy odebrały Śląsk Austrii, wyznaczając wzdłuż grzbietów sudeckich nową granicę państwową. Budniki nigdy nie były duże. W 1901 r. Mieszkały tu 42 osoby, około 1910 r. 64, a w 1941 r. Tylko 34. Mimo niewielkiej liczby mieszkańców, istniała w osadzie szkoła ewangelicka mieszcząca się początkowo w którymś z prywatnych domów, aby na przełomie XIX i XX w, przenieść się do odrębnego budynku. Szkoła ta była w Karkonoszach osobliwością, gdyż służyła bardzo nielicznej grupie tutejszych dzieci.
Coraz popularniejsza turystyka górska spowodowała, że obsługa turystów uczęszczających szlakami wokół Budnik, stała się dodatkowym źródłem zarobkowania dla mieszkańców osady.Turyści, którzy coraz częściej przechodzili przez Budniki w drodze z Kowar na Śnieżkę, sprawili, iż w miejscowości powstały dwie niewielkie gospody. Budniki miały tez swoją osobliwością przyrodniczą. Ponieważ położone były tuż przy stromych stokach ocieniających je od wschodu i południa, do większości zabudowań w zimie promienie słoneczne praktycznie nie docierały. Przez 113 dni w roku wszystkie budynki w Budnikach pogrążone były w nieustannym cieniu okolicznych gór. Nic, więc dziwnego, iż tutejsza ludność, zwłaszcza dzieci, uroczyście obchodziła pożegnanie (26 listopada) i powitanie (19 marca) słońca.
Mieszkanie w Budnikach, zwłaszcza w porze zimowej, było trudne. Nawet w przypadku śmierci, trzeba było czekać z pochówkiem do chwili, gdy droga będzie na tyle przejezdna, aby można było przewieźć zmarłego na miejsce wiecznego spoczynku.
Miejscowość istniała do roku, 1950 gdy rozpoczęto w Budnikach poszukiwanie rud uranu. Wkrótce cała miejscowość „wymarła” i zniknęła z mapy.
Więcej budniki.pl
Pozostało, zatem pojechać do Ścięgien, w których koledzy z zaprzyjaźnionego klubu karawaningowego założyli bazę dla tych, którzy osobiście chcieliby „pożegnać słońce w Budnikach”.
Wyjeżdżając z domu w piątek 20 listopada, mieliśmy nadzieję, że poprawi się pogoda, która od kilku dni nie nas rozpieszczała.. Deszcz i silny wiatr nie zachęcały do podróży. Jedynym pozytywem, jak na tę porę roku, była temperatura oscylująca wokół +8º C. Kemping w Ścięgnach (GPS 50.793347, 15.769829) przywitał nas mżawką i niesamowitymi widokami pasma Karkonoszy.
Późnym wieczorem, przy „rozmownej wodzie” i kiełbaskach smażonych nad ogniskiem odnowiliśmy znajomości z uczestnikami spotkania. Celowo mówię „odnowiliśmy”, bo okazuje się, że z niektórymi odbyliśmy wspólną podróż na Krym, a z innymi spotykaliśmy się na różnych zlotach. Spotkanie przerwał deszcz, a właściwie mała ulewa. Deszcz bardzo sceptycznie nastawił nas do jutrzejszej wycieczki. Taka pogoda nie zachęcała do wyjścia w góry.
Okazało się, że sobota powitała nas pięknym słońcem i równie pięknymi widokami. Szczególnie pięknie prezentował się szczyt Śnieżki.
O godzinie 9.00 dwoma podstawionymi busami pojechaliśmy do Wilczej Poręby ( dzielnica Karpacza) skąd z przewodnikiem i innymi uczestnikami wycieczki do Budnik, wyszliśmy w góry, podziwiając po drodze zimowe widoki Karkonoszy.
W miejscu po dawnej osadzie Budniki, przywitała nas niespodzianka w postaci żurku serwowanego z kotła podgrzewanego nad ogniskiem.
Z Budnikami związana jest legenda o Wołogórze.
W Karkonoszach panował duch gór zwany Liczyrzepą. Aby wywiązać się z nadzoru całych Karkonoszy musiał mieć swoich pomocników. Jednym nich był Wołogór, który miał ludzką postać, z głową wołu. Wołogór miał za zadanie, pilnować porządku w górach w rejonie Wołowej Góry, Budnik i strumienia Malina. Ponadto miał pomagać w trudnych sprawach okolicznym mieszkańcom i turystom. Władał totemem, który dawał mu magiczną moc ( więcej budniki.pl/wologor-legenda-budnik ). Zachęceni przez przewodnika, zaczęliśmy wzywać Wołogóra, który po chwili ukazał się zgromadzonym.
To już był ostatni punkt wspólnej wycieczki. Pozostało jeszcze wrócić na kemping, a okazało się, że to wcale blisko nie jest i dotarliśmy tam dopiero po godzinie 15.00. Zmęczeni, ale pełni wrażeń zjedliśmy obiadek i oddaliśmy się zasłużonej sjeście.
W niedzielę pożegnaliśmy się z uczestnikami spotkania i pojechaliśmy do domu, zatrzymując w pamięci takie obrazy.
Koniec.
Tutaj relacja z "Pożegnania słońca w Budnikach" w roku 2019 viewtopic.php?f=226&t=3892