Moja kamperowa podróż po Rumunii

Fotorelacje z podróży po Europie oprócz Polski
Regulamin forum
Wykorzystywanie, powielanie i kopiowanie treści autorskich - tekstów, zdjęć z Forum KBP - Karawanier bez zgody Autora i Administratora Forum, jest zabronione.
© 2012-2018 KBP Karawanier.

Proszę zamieszczać swoje relacje te karawaningowe i te innymi środkami transportu.
Z racji ograniczonej pojemności serwera, prosiłbym o wklejanie w relacje linków do zdjęć, a nie samych fotek.
Awatar użytkownika
Irel
Regionalista
Posty: 1891
Rejestracja: 04 gru 2012, 15:25
Lokalizacja: Jura Północna
Kontakt:

Re: Moja kamperowa podróż po Rumunii

Post autor: Irel » 25 lis 2015, 21:24

Ciąg dalszy relacji z podróży po Rumunii.
Podróż koleją parową „Mocanica” z Viseu de Sus jest przygodą samą w sobie. Ale zanim wyruszymy w podróż, kilka słów o niej samej. Kolejka, powstała w 1932 roku i do dzisiaj służy do transportu drewna. Pociągi kursują w dół doliny do zakładu przetwórczego w Viseu de Sus przez sześć dni w tygodni. Jest to jedyna w Europie kolej, wykorzystywana do transportu drewna. Obsługiwana przez parowe lokomotywy oferuje również kursy dla turystów na trasie około 22km. Kolejka czynna jest od wiosny do jesieni. Koszt biletu to około, 40 RON, czyli mniej więcej 40 PLN. Dla chcących zobaczyć uroki Gór Marmoroskich kolejka wąskotorowa prowadząca z Viseu de Sus wzdłuż doliny Vaseru prawie do granicy z Ukrainą, to fajna i wygodna propozycja.
W okolicy Viseu de Sus, w lasach porastających Góry Marmaroskie od stuleci pozyskiwano drewno. Aby usprawnić jego dostarczanie z gór do zakładu przetwórczego w dolinie, w latach 1927 – 1932 zdecydowano o wybudowaniu parowej kolei wąskotorowej do jego transportu. W okresie międzywojennym miejscowość Viseu de Sus znana był w Polsce, jako „Wyszów Górny”, zaś nieopodal przebiegała granica II Rzeczpospolitej, Czechosłowacji i Rumunii.
Mocanica doskonale wywiązywała się ze swojego zadania. I mimo, iż po 1945 r. w całej Europie górskie kolejki wąskotorowe zaczęły być likwidowane, Mocanica przetrwała aż do upadku reżimu Nicolae Ceausescu w 1989 r. W latach 90 ubiegłego stulecia, zaczęto sukcesywnie likwidować 15 czynnych tras Mocanicy, o łącznej długości ponad 1000 km. W połowie lat dziewięćdziesiątych Mocanica była ostatnią czynną wąskotorową koleją parową w Rumunii, ale jej los był zagrożony.
Właśnie wtedy pojawił się Michael Schneeberger, szwajcarski fotoreporter, który uratował Mocanicę. Dzięki założonej przez niego w roku 2000 fundacji „Pomoc dla kolejki z doliny rzeki Vaser”, z całego świata zaczyna napływać pomoc w postaci narzędzi, ubrań, sprzętu i pieniędzy. Rząd Szwajcarii przekazał 60 tysięcy euro na odbudowę torów i zakup dwu odrestaurowanych zabytkowych lokomotyw.
Od tej chwili kolej wozi nie tylko drewno do tartaków, ale również turystów z całego świata. Dzięki nim mieszkańcom Viseu de Sus zaczyna się lepiej powodzić. W 2007 r. trasa kolei liczy 32 km. Jej przejechanie zajmuje ok. 11 godzin.
26 lipca 2008 roku gwałtowna ulewa wywołuje wezbranie rzeki, Vaser, której wody zatapiają i niszczą przebiegające wzdłuż koryta tory. 192 pasażerów podróżujących wtedy koleją zostaje odciętych od świata przez wodę, mającą miejscami ponad 3 metry głębokości. Nurt wody spływającej z górskich zboczy był tak silny, że porwał lokomotywę. Na szczęście nie było ofiar w ludziach. Turyści po spędzeniu nocy w lesie, w dniu następnym zostają ewakuowani wojskowym śmigłowcem i sprowadzeni do miasta. Powódź poczyniła ogromne szkody. Zniszczona została cala infrastruktura techniczna- tory, mosty i nasypy.Powtórnie do akcji wkracza Michael Schneeberger. Robi zdjęcia tego, co pozostawił po sobie żywioł. Pokazuje całemu światu, co się stało się w dolinie rzeki Vaser i apeluje o pomoc. W tydzień po powodzi, fundacji „Pomoc dla kolejki z doliny rzeki Vaser” udaje się zebrać środki i narzędzia potrzebne, by zacząć odbudowę pierwszych 10 kilometrów torów. Kiedy wsiadamy do Mocanicy w 2015 r. po katastrofie nie ma żadnych śladów.
Obecna trasa Mocanity jest krótsza niż pierwotna. Liczy 21.6 km. Wyjazd ze stacji odbywa się codziennie o 9 rano. Powrót do Viseu de Sus na godz. 16.30. Z dużą ilością przerw na robienie zdjęć.
Jeśli ktoś jest zainteresowany tematem Mocanity to więcej informacji może znaleźć na stronie http://www.mocanita.ro/

Polski ślad. Oryginalny słupek graniczny, z przebiegającej w okresie międzywojennym w pobliżu Viseu de Sus, granicy pomiędzy II RP i Rumunią.
Obrazek

Obrazek

Pojazdy szynowe, lokomotywy i wagony kolei „Mocanica” stojące na stacji w Viseu de Sus
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Obrazek


„Nasz” wycieczkowy parowóz i wagon
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoki z podróży „Mocanicą”
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciąg dalszy nastąpi.
Kiedy szereg uzurpacji zdradza zamiar wprowadzenia władzy despotycznej, to słusznym jest odrzucenie takiego rządu.1776r Deklaracja Niepodległości

Awatar użytkownika
Irel
Regionalista
Posty: 1891
Rejestracja: 04 gru 2012, 15:25
Lokalizacja: Jura Północna
Kontakt:

Re: Moja kamperowa podróż po Rumunii

Post autor: Irel » 01 gru 2015, 21:34

Ciąg dalszy relacji z podróży po Rumunii.

Po powrocie z wycieczki Mocanicą, poszliśmy do miasteczka, aby zrobić najpotrzebniejsze zakupy. Viseu de Sus znajdujące w regionie Maramuresz, to małe, 15 tysięczne miasteczko, leżące w dolinie otoczonej lesistymi górami. Oprócz wąskotorowej kolejki górskiej, nie ma w nim niczego atrakcyjnego. Ot miejsce, które może być bazą wypadową do wędrówek po okolicznych górach. Góry te, nawet widziane z okien kolejki, wydają się dzikie i rzeczywiście takie są. Dodatkowym wyzwaniem dla wędrujących po Maramuresz, to brak zasięgu telefonii komórkowej. Jak więc widać, jest to raczej propozycja dla niebojących się wyzwań, wytrawnych turystów, którzy wyruszając na szlak mają świadomość, że będą zdani tylko na własne siły.
Ponieważ nie mieliśmy w planach wędrówek górskich, po zrobieniu zakupów wróciliśmy do kampera, aby po zasłużonym wypoczynku, w następnym w dniu kontynuować podróż. Rankiem, pożegnaliśmy Viseu de Sus i przez przełęcz Prislop (Pasul Prislop), Vatrę Moldowitei, Sutsevitę (Suczewicę) i Arbore, pojechaliśmy do Nowego Sołońca.
Drogą krajową DN18, łączącą miasta Borşa w Marmaroszu i Kimpulung Mołdawski w Mołdawii wspięliśmy się na oddzielającą Maramuresz od Bukowiny przełęcz, Prislop, aby z jej szczytu podziwiać panoramę okolicznych gór.

W drodze na przełęcz Prislop
Obrazek

Rzeźbiony drogowskaz przy drodze na przełęcz Prislop
ObrazekG

Obelisk na szczycie przełęczy Prislop
Obrazek

A tak przy pięknej pogodzie wyglądają pejzaże widziane ze szczytu przełęczy.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po dawce estetycznych przeżyć, zaoferowanych nam przez przełęcz, udaliśmy się w dalszą drogę do miejscowości Vatra Moldovitei i znajdującego się tam obronnego monastyru z malowaną cerkwią pod wezwaniem Zwiastowania. Cerkiew monastyru wraz z innymi malowanymi cerkwiami Bukowiny wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

W drodze do Vatra Moldovitei ( zjazd z przełęczy Prislop)
Obrazek

Obrazek

Malowany monastyr Moldovita
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zniszczone wskutek deszczów malowidła na ścianie północnej. Dostrzec tam można dziś zaledwie ślady fresków.
Obrazek

Ikonostas
Obrazek

Freski ze scenami biblijnymi
Obrazek

Zabudowania klasztorne
Obrazek

Z Vatra Moldovitei pojechaliśmy do Sutsevity (Suczewicy) gdzie znajduje się jeden z najpiękniejszych i najlepiej ufortyfikowanych klasztorów obronnych na Bukowinie, wpisany w 2010 roku na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Monastyr przetrwał do czasów współczesnych bez większych zniszczeń, toteż prezentuje się wyjątkowo imponująco. Świątynię przykrywa szeroki, kryty gontem dach, zaś zewnętrzne ściany zdobią piękne malowidła, uważane za szczytowe osiągnięcie średniowiecznego malarstwa cerkiewnego Mołdawii. Piękne są również malowidła wewnętrzne. Proszę zwrócić uwagę jak bardzo różnią się od siebie strzeliste świątynie Maramuresz i przysadziste, murowane cerkwie Bukowiny.

Parking przed monastyrem
Obrazek

Obrazek

Mury obronne monastyru
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zabudowania klasztorne
Obrazek

Monastyr Sucevita
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ikonostas z 1801 roku. z XV-wieczna ikoną Matki Boskiej z Dzieciątkiem.
Obrazek

Na dzisiaj został nam do odwiedzenia jeszcze jeden bukowiński monastyr w Arbore.
W roku 1502 Łukasz Arbore, kasztelan Suczawy, otrzymał od Stefana III Wielkiego w podziękowaniu za zasługi w walce przeciwko wojskom polskim króla Jana Olbrachta niewielką wieś, która zawdzięcza mu nazwę – Arbore – oraz sławę. Sławę, gdyż między 2 kwietnia a 29 sierpnia tego samego roku Łukasz Arbore wybudował w swojej nowej wiosce piękną, malowaną cerkiew pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela, która od 1993 roku znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Ponieważ jest to cerkiew bojarska, a nie książęca nie posiada wieży. Zewnętrzne i wewnętrzne malowidła zostały wykonane w 1541 roku na zamówienie Anny, siostrzenicy Łukasza Arbore. Niestety monastyr był zamknięty i mogliśmy go obejrzeć jedynie z zewnątrz.

Monastyr Arbore. Ponieważ w XVII w monastyr przez pewien czas pozbawiony był dachu, zniszczeniu uległa część fresków namalowanych na ścianach budowli.
Obrazek

Obrazek

Wieża bramna wiodąca do monastyru
Obrazek
Obrazek

Freski w kruchcie cerkwi
Obrazek

Wreszcie zakończyliśmy zwiedzanie i udaliśmy się do Nowego Sołońca, aby tam spędzić noc. Wieś Nowy Sołoniec zamieszkana jest głównie przez Polaków, a jej polska nazwa, obok rumuńskiej, jest nazwą urzędową. Więcej https://pl.wikipedia.org/wiki/Nowy_Soloniec

Wjazd do Nowego Sołońca
Obrazek

Dom Polski
Obrazek

Obrazek

Kamper odpoczywający przy „Domu Polskim” GPS 47º 39’ 16.164” N 25º 51’ 6,126” E
Obrazek

Tablica upamiętniająca rumuńsko-polską współpracę przy remoncie drogi w Nowym Sołońcu.
Obrazek

Obrazek

Kościół katolicki w Nowym Sołońcu
Obrazek

Szkoła polska im. Henryka Sienkiewicza
Obrazek

Ciąg dalszy nastąpi wkrótce.
Kiedy szereg uzurpacji zdradza zamiar wprowadzenia władzy despotycznej, to słusznym jest odrzucenie takiego rządu.1776r Deklaracja Niepodległości

dyzio
Forumowicz
Posty: 52
Rejestracja: 06 lis 2014, 06:28

Re: Moja kamperowa podróż po Rumunii

Post autor: dyzio » 02 gru 2015, 12:21

Irel, no, no, dałeś po bandzie... :ok:
Obrazek
:szok: Mucha nie siada. :ok: :hurra:

Awatar użytkownika
Irel
Regionalista
Posty: 1891
Rejestracja: 04 gru 2012, 15:25
Lokalizacja: Jura Północna
Kontakt:

Re: Moja kamperowa podróż po Rumunii

Post autor: Irel » 11 gru 2015, 00:00

Ciąg dalszy relacji z podróży po Rumunii.

Po niezbyt dobrze przespanej nocy, czego powodem była obywająca się w Domu Polskim głośna dyskoteka, pojechaliśmy do Cacicy
( Kaczyka) najstarszej polskiej wsi na Bukowinie.
Pod koniec XVIII w cesarz austriacki Józef II, aby nie sprowadzać soli z Mołdawii, zlecił jej poszukiwania w rejonie występowania słonych bukowińskich źródeł. Na miejsce odkrycia złóż soli, w 1788 roku sprowadzono dwadzieścia polskich rodzin z Bochni i Wieliczki oraz cztery ukraińskie rodziny z Kołomyi. Osadnicy wybudowali kopalnię uruchomioną w 1791 roku. Mieszkające przy kopalni rodziny górnicze dały początek wsi, Kaczyka, która swoją nazwę zawdzięcza stadom kaczek, niegdyś licznie gnieżdżącym się na okolicznych bagnach.
W związku z rozwojem kopalni z czasem sprowadzono, do Kaczyki kolejne grupy inżynierów i górników z okolic Wieliczki. W 1888 roku do wsi dotarła kolej, a w 1904 roku w miejsce starego drewnianego kościoła wybudowano okazały kościół murowany. W 1944 roku przez Kaczykę przechodził front, który znacznie zniszczył miejscowość. Na mieszkańców powracających po zakończeniu działań wojennych czekały tylko zniszczone domy, wobec czego wielu z nich w 1947 powróciło do Polski. W Kaczyce prężnie działa Stowarzyszenie Polaków, jest też Dom Polski (koło poczty). Jedyną atrakcją Kaczycy jest kopalnia soli, a właściwie poziemne chodniki udostępnione zwiedzającym. Do kopalni schodzi sie po 150 stopniach, ale nie zawsze tak było. Początkowo górnicy solni na dół kopalni docierali po drabinach lub w plecionych koszach opuszczanych na linie, a dopiero od 1803 roku schodzili po schodach. Po upadku komunizmu ze względów ekonomicznych zaprzestano wydobycia w kopalni i wyburzono nieciekawe zabudowania, pozostawiając jedynie budynek administracji i najstarszy szyb Ferdynand, w podziemiach natomiast utworzono trasę turystyczną.
Obecnie do zwiedzania udostępnione są dwa z trzech poziomów, a podziemna trasa liczy sobie 800 metrów długości.

Kościół parafialny we wsi Cacica
Obrazek

Kopalnia soli Cacica- szyb Ferdynand
Obrazek

Obrazek

Kopalnia soli Cacica- tablica z charakterystycznymi narzędziami używanymi kiedyś przez górników „pyrlikiem” lub „perlikiem” ( z lewej) i „żelazkiem” ( z prawej), będącymi symbolami ich pracy.
Obrazek

Schody prowadzące w na pierwszy poziom kopalni.
Obrazek

Kaplica św. Barbary. W głębi widoczna ambona wykuta w soli.
Obrazek

Schody prowadzące z kaplicy św, Barbary na drugi poziom kopalni.
Obrazek

Chodnik kopalniany
Obrazek

Obrazek

Podziemna kapliczka
Obrazek

42 metry pod ziemią - płaskorzeźba „Adam i Ewa” autorstwa Bolka Majerika
Obrazek

Obrazek

Jeziorko solanki o powierzchni około 10 metrów kwadratowych. Jego głębokość waha się od 1,5 do 2,5 metra.
Obrazek

Sala balowa imienia inżyniera Agripy Popescu - dyrektora gruntów państwowych w 1918 roku, gdy Bukowina wróciła do Rumunii.
Obrazek

Obrazek

Ciekawostką jest fakt, że kopalnię można zwiedzać indywidualnie i bez przewodnika. Po prostu kupuje się bilet i schodzi do kopalni. Ponieważ mojej małżonce nie odpowiadają „kopalniane klimaty”, na zwiedzanie wybrałem się sam, stając się jednocześnie pierwszym turystą wchodzącym tego dnia do podziemi. Klaustrofobiczna atmosfera wąskich chodników, echo własnych kroków oraz świadomość, że w kopalni oprócz mnie nie ma nikogo było dość ciekawym doświadczeniem. Na placu przy kopalni widziałem nocującego kampera z Francji, więc myślę, że nocleg jest tam możliwy, dlatego podaję namiary GPS na to miejsce 47º 38’ 6, 954” N 25º 51’ 6,126” E.
Po zwiedzeniu kopalni pojechaliśmy dalej szlakiem kolorowych cerkwi mołdawskich do wioski Humor, w której znajduje się monastyr pochodzący1530 roku. Nazwa miejscowości i przepływającej przez nią rzeczki pochodzi od słowa, „homor” co w języku węgierskim oznacza tyle, co szybka woda. Jak widać z humorem w polskim znaczeniu nazwa nie ma nic wspólnego.
W skład zespołu świątynnego Mănăstirea Humorului wchodzi Cerkiew Zaśnięcia Bogurodzicy i wieża obronna.

Mănăstirea Humorului - wieża obronna wybudowana w 1641 roku
Obrazek

Obrazek

Mănăstirea Humorului - Cerkiew Zaśnięcia Bogurodzicy
Obrazek

Obrazek

Po odwiedzeniu kompleksu świątynnego w Mănăstirea Humorului pojechaliśmy nieco na południe do miejscowości Voroneţ (Woroniec), aby zobaczyć znajdujący się tam klasztor Mănăstirea Voroneţ z malowaną Cerkwią św. Jerzego. Legenda głosi, że gdy wojska tureckie zaatakowały Mołdawię Stefan Wielki odwiedził w tutejszym skicie (pustelni) pustelnika Daniela i poprosił go o radę. Po wygranej bitwie z Turkami z wdzięczności ufundował monastyr, a w nim cerkiew poświęconą św. Jerzemu, który przyniósł był mu zwycięstwo.

Monastyr Voronet
Obrazek

Mocno wyblakłe malowidła na ścianie północnej
Obrazek

Sąd Ostateczny, malowidło ozdabiające ścianę zachodnią. Ukazano na nim zmarłych powstających z grobów, a wyżej potępionych Żydów, Saracenów, Turków i Katolików. Na tronie siedzi Duch Święty, a nad nim Jezus Chrystus, u którego stóp wypływa rzeka piekielna, do której strącani są grzesznicy. Najwyżej, na niebie, znajdują się personifikacje dwunastu gwiazdozbiorów, a w centralnym miejscu sam Bóg. Z boku widać anioły, które zwijają niebo, symbol kończącego się świata.
Obrazek

Ściana południowa monastyru ze scenami z życia świętego Mikołaja i świętego Jana Nowego z Suczawy i innymi świętymi.
Obrazek

Po obejrzeniu tylu budowli sakralnych, zaczęliśmy już odczuwać lekki przesyt oglądaniem ładnych, ale bardzo do siebie podobnych świątyń. Ponieważ zrobiło się już późne popołudnie, postanowiliśmy pojechać na kemping „Ursulet” w Duraru, odwiedzając po drodze Suczawę i znajdującą się w tym miejscu pochodzącą z końca XIV Twierdzę Tronową. (Cetatea de Saun). Zamek na wzgórzu panującym nad Suczawą wzniósł w końcu XIV w. hospodar mołdawski Piotr Muszat, który przeniósł tutaj siedzibę książęcą. Podczas walk wewnętrznych zamek został znacznie uszkodzony, a ostatecznie dzieła zniszczenia dokonał wybuch w twierdzy w 1675 r. Odtąd zamek pozostaje w ruinie.
W Suczawie spotkała nas śmieszna przygoda. Po przyjeździe do miasta zaparkowałem, jak mi się wydawało, w pobliżu zamku, widocznego na nieodległym wzgórzu. Poszliśmy, więc w jego kierunku, ale okazało się, że zamiast w górę idziemy cały czas w dół, wcale nie przybliżając się do zamku. Próbowaliśmy tam dojść kilkoma znajdującymi się w pobliżu drogami i za każdym razem uzyskiwaliśmy ten sam efekt. Zdesperowani postanowiliśmy zapytać o drogę jakiegoś mieszkańca Suczawy. Znalazłem uprzejmego Rumuna, który usiłował wytłumaczyć nam jak dojść do twierdzy, ale zadnie okazało się dość trudne, tym bardziej, że ja mówiłem po polsku, a on po rumuńsku. Gdy podczas objaśniania drogi uprzejmy Rumun kilka razy powiedział „la dreapta” ( w prawo) i wcale nie mniejszą ilość razy „la stânga” ( w lewo) zgłupiałem ze szczętem. Na szczęście w tym momencie podjechał samochód z rumuńskim małżeństwem, które również nie wiedziało jak dojechać do twierdzy i uzyskawszy wyjaśnienie zgodziło się zabrać nas ze sobą. Byli to bardzo mili młodzi ludzie, którzy oburzeni na ciecia sprzedającego bilety do twierdzy, który nie chciał nam udzielić zniżki dla emerytów na podstawie legitymacji, żądając odcinka przekazu pocztowego emerytury, kupili nam dwie wejściówki i odmówili przyjęcia od nas pieniędzy.

Twierdza tronowa
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Skansen znajdujący się w pobliżu zamku
Obrazek

Obrazek

Cerkiew św. Jerzego w Suczawie (zwana Mirăuți)
Obrazek

Suczawa – cerkiew Zmartwychwstania Pańskiego
Obrazek

Obrazek

Widoki miasta Suczawa
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zmęczeni po całym dniu zwiedzania dojechaliśmy wreszcie na kemping „Ursulet” w Duraru GPS 47º 00’ 9.690” N 25º 54’ 40,944” E.Kemping z przystępnymi cenami, czystymi toaletami bardzo spokojny i ładnie położony. Szkoda, że byliśmy tam tylko jedną noc, bo wydaje się, że jest to miejsce, gdzie naprawdę można wypocząć. Mankamentem są dość nisko zawieszone linie zasilania elektrycznego znajdujących się na kempingu domków. Uniemożliwia to wjazd kampera w głąb kempingu. Ceny obowiązujące na tym kempingu to: osoba – 6 lei, camper – 10 lei, prąd 5 lei ( 1 lei rumuński ≈ 1 PLN)

Kemping „Ursulet”
Obrazek

Obrazek

Ciąg dalszy nastąpi.
Kiedy szereg uzurpacji zdradza zamiar wprowadzenia władzy despotycznej, to słusznym jest odrzucenie takiego rządu.1776r Deklaracja Niepodległości

Awatar użytkownika
Marek LU
Forumowicz
Posty: 1387
Rejestracja: 12 paź 2014, 00:37
Lokalizacja: Lublin

Re: Moja kamperowa podróż po Rumunii

Post autor: Marek LU » 11 gru 2015, 08:51

Bardzo dobry materiał na powstanie kilku prac dyplomowych o różnej tematyce. Wystarczy uruchomić wyobraźnię i praca gotowa.
Moich wpisów proszę nie traktować poważnie, wywodzę się i jestem z najgorszego sortu Polaków

Obrazek

Awatar użytkownika
maik
Forumowicz
Posty: 584
Rejestracja: 25 mar 2014, 20:43
Lokalizacja: Jaktorów

Re: Moja kamperowa podróż po Rumunii

Post autor: maik » 11 gru 2015, 23:38

Ursulet” w Duraru GPS 47º 00’ 9.690” N 25º 54’ 40,944” E.Kemping z przystępnymi cenami, czystymi toaletami bardzo spokojny i ładnie położony. Szkoda, że byliśmy tam tylko jedną noc, bo wydaje się, że jest to miejsce, gdzie naprawdę można wypocząć. Mankamentem są dość nisko zawieszone linie zasilania elektrycznego znajdujących się na kempingu domków. Uniemożliwia to wjazd kampera w głąb kempingu. Ceny obowiązujące na tym kempingu to: osoba – 6 lei, camper – 10 lei, prąd 5 lei ( 1 lei rumuński ≈ 1 PLN)
Ceny aż powalają ale daleko... :(
"Mazowsze jest piękne" - Adam

Awatar użytkownika
Marek LU
Forumowicz
Posty: 1387
Rejestracja: 12 paź 2014, 00:37
Lokalizacja: Lublin

Re: Moja kamperowa podróż po Rumunii

Post autor: Marek LU » 12 gru 2015, 09:29

maik pisze:Ceny aż powalają ale daleko... :(
Tutaj masz bliżej i taniej Obrazek,
cena za 1 osobę 1€, za samochód 2€, duże miejscowe piwo tutaj też kosztuje tylko 1€, żyć nie umierać
czyli znaczy, że jesteśmy a właściwie my byliśmy na kampingu nad Jez. Veľká Domaša
link do mapy https://goo.gl/maps/cfs6L71ecNS2
wjazd na kamping, wygląd z 2012 roku https://goo.gl/maps/oYkAAwvcTUy
odległość turystyczna, tylko 76 km od Dukli,
link do trasy z Dukli https://goo.gl/maps/m4SvHESZiGq
Moich wpisów proszę nie traktować poważnie, wywodzę się i jestem z najgorszego sortu Polaków

Obrazek

Awatar użytkownika
maik
Forumowicz
Posty: 584
Rejestracja: 25 mar 2014, 20:43
Lokalizacja: Jaktorów

Re: Moja kamperowa podróż po Rumunii

Post autor: maik » 12 gru 2015, 16:22

Wygląda OK. A jak toalety?
To dlaczego w PL jest tak drogo?
"Mazowsze jest piękne" - Adam

Awatar użytkownika
Marek LU
Forumowicz
Posty: 1387
Rejestracja: 12 paź 2014, 00:37
Lokalizacja: Lublin

Re: Moja kamperowa podróż po Rumunii

Post autor: Marek LU » 12 gru 2015, 20:10

maik pisze:Wygląda OK. A jak toalety?
To dlaczego w PL jest tak drogo?
Mówisz i masz.
Wracając z toalety napadła na mnie z wielkim hałasem bestia, na szczęście zaraz pojawił się właściciel i ją poskromił. Przez to udało mi się sfotografować toalety.

Obrazek

Na ustalaniu cen kampingowych nie znam się i nie wypowiem się w tej materii.
Moich wpisów proszę nie traktować poważnie, wywodzę się i jestem z najgorszego sortu Polaków

Obrazek

Awatar użytkownika
maik
Forumowicz
Posty: 584
Rejestracja: 25 mar 2014, 20:43
Lokalizacja: Jaktorów

Re: Moja kamperowa podróż po Rumunii

Post autor: maik » 13 gru 2015, 15:33

Dzięki za info. :ok:
Faktycznie to drugie pytanie jest czysto retoryczne.. :padam:
"Mazowsze jest piękne" - Adam

Awatar użytkownika
Irel
Regionalista
Posty: 1891
Rejestracja: 04 gru 2012, 15:25
Lokalizacja: Jura Północna
Kontakt:

Re: Moja kamperowa podróż po Rumunii

Post autor: Irel » 15 gru 2015, 21:30

Ciąg dalszy relacji z podróży do Rumunii.

Następnym etapem w naszej podróży była Sighisoara, małe miasteczko leżace w sercu Transylwanii. Zanim jednak opuściliśmy krainę kolorowych mołdawskich cerkwi, pojechaliśmy odwiedzić Wąwóz Bicaz. Wyrzeźbiony przez rzekę kanion, otoczony skalnymi ścianami dochodzącymi do 400 m wysokości powoduje, że czujemy się tam mali i bezbronni wobec potęgi przyrody. Pod względem walorów przyrodniczych, wąwóz Bicaz o długości 6 km, ustępuje podobno tylko francuskiemu kanionowi Verdon. Miejsce to mogłoby być cudem natury, gdyby nie fakt, że jego dnem przebiega bardzo ruchliwa asfaltowa szosa prowadząca z Piatra Neamt do Sighisoary.

W drodze do Wąwozu Bicaz
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wjazd do Wąwozu Bicaz
Obrazek

Wąwóz Bicaz
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przepraszam za kiepską, jakość niektórych zdjęć, ale trudno zrobić dobre zdjęcie, gdy jednocześnie kieruje się trzytonowym autem na wąskiej i krętej, górskiej drodze.
Przez Wąwóz Bicaz dojechaliśmy do, mało atrakcyjnego miasteczka Bicaz, od którego wąwóz wziął swoją nazwę i po zrobieniu niezbędnych zakupów pojechaliśmy dalej. Po opuszczeni Mołdawii, wjechaliśmy do Transylwanii, gdzie oczekiwała nas Sighisoara, następny punkt naszej eskapady.
Transylwania, czyli Siedmiogród jest historyczną krainą położoną na Wyżynie Siedmiogrodzkiej w centralnej Rumunii. Główne miasta Siedmiogrodu to Braszów, Kluż-Napoka, Sybin i Târgu Mureș. Region ten zamieszkany jest przez w większości przez Rumunów, ale mieszkają tu także bardzo liczne mniejszości narodowe, przede wszystkim węgierska, saska (niemiecka), szeklerska (węgierskojęzyczna) i cygańska. W XII wieku węgierski król Geza II przydzielił niemieckim kolonistom (Sasom) południową część Transylwanii, żyzny płaskowyż otoczony przez Karpaty, którego ci w zamian za to mieli bronić i który zobowiązali się rozwijać. Mieszkańcy uprawiali rolę i budowali kościoły, którym – w obliczu zagrożenia tureckiego – nadawali formę twierdz. Podczas inwazji otomańskich ludność wsi znajdowała schronienie w kościele, który miał postać grodu otoczonego pierścieniem (lub kilkoma pierścieniami) murów obronnych.

W drodze do Sighisoary
Obrazek

Sighisoara jest miejscem narodzin legendarnego Włada Palownika, znanego bardziej jako hrabia Drakula, który przyszedł na świat w 1431 roku. Do dziś przetrwały kilkunastowieczne ulice i fortyfikacje, które tworzą iście filmową scenerię. To jedno z najlepiej zachowanych średniowiecznych miast w Europie Wschodniej i znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Sighisoara- most na rzece Wielka Tyrnawa. W głębi, na drugim planie, za drzewami, widoczne zabudowania starego miasta.
Obrazek

Sighisoara- zabytkowa zabudowa miasta.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sighisoara - brama prowadząca na Stare Miasto
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieża zegarowa (Turnul cu Ceas)– symbol i jednocześnie wizytówka miasta. Została zbudowana w 1556 roku. Niegdyś miejsce zgromadzeń rady miejskiej i punkt obserwacyjny. Stanowiła jeden z elementów całej fortyfikacji obronnej, która miała chronić przed najazdami między innymi Turków. W 1648 roku zamontowano w niej zegar, który działa do dzisiaj. Po pożarze, który miał miejsce w 1677 roku, została odbudowana, dodano także ozdobny dach, który wykonali dwaj artyści z Tyrolu. Obiekt mierzy 64 metrów.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dom Draculi (Casa Dracula) – jest to najstarszy obiekt świecki w mieście. Początkowo dom był parterowy i wykonany z kamienia rzecznego, piętra dobudowano dopiero w XVII wieku. Tutaj podobno urodził się i przebywał w latach 1431–1436 Vlad Tepes ( Drakula). Znajduje się tu ekskluzywna restauracja i Muzeum Broni. Nad wejściem natomiast wisi herb smoka (od nazwy Zakonu Smoka, do którego przynależał ojciec Vlada).
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sighisoara – uliczka prowadząca do rynku Starego Miasta (żółty budynek w głębi kadru to Dom pod Jeleniami czyli Casa cu Cerb)
Obrazek

Obrazek

Sighisoara- kamienice na rynku.
Ten żółty budynek, którego część jest widoczna z lewej strony kasru to Dom pod Jeleniami (Casa cu Cerb), jedna z najpiękniejszych i najstarszych kamienic w mieście. Specyficzna nazwa pochodzi od wystającego poroża i rysunku jelenia, który został umieszczony na fasadzie kamienicy.. Kamienica była siedzibą bogatych kupców i ważnych osobistości.
Obrazek

Sighisoara- kamienice na rynku
Obrazek

Sighisoara – ulica prowadząca do Schodów Szkolnych (Scara şcolarilor) Obrazek

Obrazek

Sighisoara – Schody Szkolne (Scara şcolarilor) – drewniane stopnie prowadzące z miasta na wzgórze. Obiekt jest zadaszony i powstał prawdopodobnie w 1662 roku. Na wzgórzu istniała najstarsza szkoła w mieście, a uczniowie i nauczyciele korzystali z nich w czasie niepogody. Zimą była to jedna z najbezpieczniejszych dróg do budynku. Obecnie schody stanowią jedną z atrakcji turystycznych Sigiszoary. Można się nimi dostać się do budynku starej szkoły z 1619 roku, Gimnazjum Josepha Haltricha wybudowanego w latach 1792–1817.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sighisoara – stara szkoła obecnie Gimnazjum Josepha Haltricha, znajdująca się u wylotu Schodów Szkolnych
Obrazek

Sighisoara – Kościół na Wzgórzu (Biserica din Deal)
Wybudowany w latach 1345–1525 i wielokrotnie przebudowywany obiekt sakralny, znajduje się w najwyższym punkcie Starego Miasta, na Wzgórzu Szkolnym. Początkowo służył, jako kościół katolicki, ale po przejściu mieszkańców na luteranizm w 1547 roku, stał się ich kościołem parafialnym i główną świątynią w mieście. Budowę kościoła finansowali w dużej mierze kupcy, którzy podróżowali z Zachodu na Wschód. Właśnie w podzięce za odbytą podróż, składali cenne dary. Co ciekawe, główny ołtarz wykonał Jan Stwosz (syn słynnego Wita Stwosza, który wykonał ołtarz w Kościele Mariackim w Krakowie). Niestety podczas naszej bytności, kościół był zamknięty i nie mogliśmy obejrzeć jego wnętrza.
Obrazek

Obrazek

Sighisoara – fragment zabytkowych murów obronnych na Wzgórzu Szkolnym
Obrazek

Sighisoara – Cmentarz ewangelicki (Vechi cimitir evanghelic).
Znajduje się w obrębie murów miejskich, tuż obok Kościoła na Wzgórzu. Jest nadal używany przez ludność niemieckojęzyczną zamieszkującą Sigiszoarę. Zabytkowe saskie nagrobki i malowniczy park, sprawiają, że jest to warte odwiedzenia miejsce. Znaczna część nagrobków datowana jest na koniec XIX i początek XX wieku.
Obrazek

Obrazek

Sighisoara – Widok ze Wzgórza Szkolnego
Obrazek

Obrazek

Sighisoara – Kościół Dominikanów (Biserica monastirii dominicane)
Jest najstarszym budynkiem sakralnym w mieście. W średniowieczu istniał tu Klasztor Dominikanów. Po przyjęciu przez Sasów wiary luterańskiej w 1547 roku, obiekt stał się kościołem luterańskim i główną świątynią w mieście. Najcenniejszy zabytek znajduje się we wnętrzu obiektu sakralnego – jest to chrzcielnica z XV wieku. W kościele można także podziwiać kolekcję wschodnich dywanów. Kupcy wracający z podróży handlowych, składali je w podzięce za szczęśliwie odbytą podróż, jednocześnie prosząc o dalszą opiekę, wstawiennictwo i pomyślność w interesach.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po dniu pełnym wrażeń zafundowaliśmy sobie odpoczynek tuż u podnóża starego miasta na dużym parkingu przy Starda Morii (parking strzeżony i monitorowany ok 10zł na dobę, GPS 46.219907 N, 24.795143 E)

Ciąg dalszy relacji już wkrótce.
Kiedy szereg uzurpacji zdradza zamiar wprowadzenia władzy despotycznej, to słusznym jest odrzucenie takiego rządu.1776r Deklaracja Niepodległości

Awatar użytkownika
Irel
Regionalista
Posty: 1891
Rejestracja: 04 gru 2012, 15:25
Lokalizacja: Jura Północna
Kontakt:

Re: Moja kamperowa podróż po Rumunii

Post autor: Irel » 04 sty 2016, 19:20

Ciąg dalszy relacji z podróży po Rumunii.

Następnym etapem naszej podróży po Transylwanii była miejscowość Biertan, ze znajdującym się w niej kościołem obronnym, jednym z wielu kościołów obronnych Siedmiogrodu, stanowiącym przykład imponującego rozwoju społecznego, niespotykanego nigdzie indziej w okresie średniowiecza. W XII wieku węgierski król Geza II przydzielił niemieckim kolonistom (Sasom) południową część Transylwanii, którą ci, w zamian za te nadania, mieli bronić i którą zobowiązali się rozwijać. W 1224 roku król Andrzej II nadał kolonistom specjalne prawa i przywileje zapewniające Sasom autonomię. Mieszkańcy uprawiali rolę i budowali kościoły, którym z uwagi na zagrożenie tureckie, nadawali formę twierdz. Podczas inwazji otomańskich ludność wsi znajdowała schronienie w kościele, mającego postać grodu otoczonego pierścieniem (lub kilkoma pierścieniami) murów obronnych. Do naszych czasów przetrwało około 40 takich budowli.
My postanowiliśmy odwiedzić jeden z najbardziej znanych kościołów obronnych, czyli ten znajdujący się w Biertan.
Po przyjeździe do miejscowości i zaparkowaniu kampera udaliśmy się na zwiedzanie. Ze względu na to, że Biertan jest obowiązkowym punktem większości wycieczek, warto się tu wybrać wcześnie rano lub późnym popołudniem. My wybraliśmy to pierwsze rozwiązanie. Kupując bilety wstępu do obiektu przeżyliśmy „déjà vu”. Obsługa kasy biletowej zakomunikowała nam, że biletów nam nie sprzeda, bo kasa jest pusta i nie może wydać reszty. Powinniśmy, zatem iść do miasteczka i rozmienić posiadane leje, aby usatysfakcjonować bileterkę zgodną kwotą. Na szczęście pojawiła się grupa niemieckich turystów z młodym rumuńskim przewodnikiem, który włączył nas do swojej grupy i zakupił bilety dla wszystkich.

Biertan – ryneczek
Obrazek

Biertan – widok na kościół obronny
Obrazek

Biertan - Schody prowadzące na wzgórze z kościołem
Obrazek

Obrazek

Biertan – przejścia w murach i i wieżach
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Biertan- wieże obronne
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Biertan – mury obronne i inne fortyfikacje
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Biertan - strzelnice w murach obronnych
Obrazek

Obrazek

Biertan – freski w jednej z kaplic
Obrazek

Obrazek

Biertan- zabytkowy portal i ozdobne wrota kościelne.
Obrazek

Biertan- scenki z życia osadników sakich
Obrazek

Obrazek

Biertan – panorama miejscowości
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z osadnikami saskimi związanych jest wiele ciekawostek. Saskie społeczności, podobnie jak obecne, próbowały zapobiegać kłótniom w rodzinie oraz rozwodom. W tym celu wykształciły interesujący system terapii rodzinnej. Parę, która rozważała rozwód, zamykano na dwa tygodnie w małym pokoju, gdzie było tylko jedno łóżko, jedno naczynie, jedno krzesło, był jeden talerz i tak dalej. Zamykając ich oczekiwano, że jakoś się dogadają. Najwyraźniej ten system działał, bo rozwodów było bardzo mało.
Z Biertan pojechaliśmy do Sibiu ( Sybin. Dawna austriacka nazwa miasta to Hermannstadt, a węgierska – Nagyszeben). Z braku czasu nie nastawialiśmy się na zwiedzanie zabytków samego miasta, lecz postanowiliśmy odwiedzić utworzone w tutejszym lesie Dumbrava Muzeum Kultury Ludowej „Astra” (rum. Muzeul Civilizatiei Populare Traditionale „Astra”). Jest to największy i najbogatszy skansen w Rumunii, rozciągający się na powierzchni 96 hektarów i przecinany alejkami o łącznej długości 10 kilometrów. Niewątpliwie uroku temu miejscu dodaje również położone centralnie jeziorko. Oczywiście do skansenu nie dojechałem bez przygód. GPS wtedy właśnie zwariował i zamiast do skansenu dwukrotnie doprowadził mnie do stadionu, na którym właśnie odbywał się mecz. Po drugim razie, poprosiłem o pomoc sympatycznych Rumunów, którzy pojechali przede mną i wyprowadzili mnie z matni uliczek Sybina. Zatrzymaliśmy się na, dużym parkingu położonym wzdłuż drogi do Cisnădioary i poszliśmy zwiedzać skansen.

Jeziorko
Obrazek

Budowle związane z kulturą rybacką
Obrazek

Obrazek

Pływający młyn wodny
Obrazek

Mechanizmy młyńskie
Obrazek

Koło wodne młyna
Obrazek

Młyny wodne tradycyjne
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Bardzo ciekawe koła wodne napędzające młyn
Obrazek

Wiatraki
Obrazek

Obrazek

Ciągnik parowy
Obrazek

Kierat konny
Obrazek

Gospodarstwa chłopskie
Obrazek

Obrazek

Chłopska chata
Obrazek

Prasy do wina z regionu Brasov

1. Klinowa
Obrazek

2. Śrubowa
Obrazek

Dźwigniowa
Obrazek

Obrazek

Gospodarstwo pasterskie z Magury- okręg Brasov
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Cmentarz rodzinny z Ludestii de Sus, okręg Huendoara
Obrazek

Owczarnia z Ludestii de Sus, okręg Huendoara
Obrazek

Koliba (pasterska chata) z częścią mieszkalną i oborą z Samic, okręg Arges
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnętrze murowanej kapliczki z Rasinari, okręg Sibiu
Obrazek

Obrazek

Gospodarstwo przetwarzające konopie z warsztatem powroźniczym ( Sasausi, okręg Sibiu)
Obrazek

Gospodarstwa chłopskie z okręgu Sibiu
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Różne budynki skansenu
Obrazek

Obrazek

Obrazek
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zagroda pasterska i warsztat przeróbki wełny – Poiana Sibiului, okręg Sibiu
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Drewniana świątynia z XVII wieku – Dretea, okręg Cluj
Obrazek

Obrazek

Gospodarstwo garncarskie – Marginea, okręg Suczawa
Obrazek

Chodnik w kopalni złota – Góry Rosia, okręg Alba
Obrazek

Drewniana cerkiew z XVIII w z rzeźbionym krucyfiksem – Bezded okręg Salaj
Obrazek

Obrazek

Po zwiedzeniu skansenu udaliśmy się na kemping „Ananas” do Cisnandioary (GPS 45.70711 N, 24.10503 E), leżący w odległości około 12 km od Sybina. Kemping prowadzony jest przez Holendrów ( jak i wiele innych rumuńskich kempinmgow) i wyposażany jest we wszystkie niezbędne udogodnienia.

Kemping „Ananas”
Obrazek

Ciąg dalszy nastąpi wkrótce.
Kiedy szereg uzurpacji zdradza zamiar wprowadzenia władzy despotycznej, to słusznym jest odrzucenie takiego rządu.1776r Deklaracja Niepodległości

Awatar użytkownika
mazowszanka
Karawanier
Posty: 1494
Rejestracja: 02 gru 2012, 18:28
Lokalizacja: Mazowsze
Kontakt:

Re: Moja kamperowa podróż po Rumunii

Post autor: mazowszanka » 04 sty 2016, 20:39

Fotki zachęcają do podróży. Widoki cudne.
Magda M.


Nie podchodź do byka od przodu, do konia od tyłu, a do idioty...w ogóle.

Awatar użytkownika
Genio
Forumowicz
Posty: 159
Rejestracja: 25 lut 2014, 19:15

Re: Moja kamperowa podróż po Rumunii

Post autor: Genio » 04 sty 2016, 20:44

Obrazek
Kładzie na kolaniska...
Piękne miejsce :ok:
Przyłączam się do akcji:
karawaningowiec dla wtajemniczonych -karamba :hahaha1:

Awatar użytkownika
mazowszanka
Karawanier
Posty: 1494
Rejestracja: 02 gru 2012, 18:28
Lokalizacja: Mazowsze
Kontakt:

Re: Moja kamperowa podróż po Rumunii

Post autor: mazowszanka » 04 sty 2016, 21:01

Budzi respekt.
Magda M.


Nie podchodź do byka od przodu, do konia od tyłu, a do idioty...w ogóle.

ODPOWIEDZ

Wróć do „EUROPA - relacje”